Menu

MOJE ŻYCIE - PAMIĘTNIKI, OPOWIADANIA

sprawy codziennego dnia,widziane oczami zwykłego człowieka.

"WIEŚNIACZKA" * Tom I (52)

oldakowski2013

Cd...

- Jak się zjawią, pierwsza do nich startuję.

- Z bimberkiem, czy bez?

Teraz wszystkie zaśmiewały się do łez. Joasia z matką wiedziały, że Józefina nie szuka już żadnego chłopaka, zapoznała na potańcówce listonosza i tak przypadli sobie do gustu, że stanowią teraz nierozłączną parę. Może coś z tego wyjdzie? - często zastanawiali się ludzie. Wesela niezbyt często odbywały się w wiosce, bo panien jak na lekarstwo, a chłopców jeszcze mniej. Ci co się ... lepiej nie mówić, a ci "porządni" dawno już opuścili wioskę i udali się do pobliskiego miasta, albo wyjechali jeszcze dalej. W wiosce panowała więc posucha, nie tylko na panny, ale i na chłopców, w innych wioskach było tak samo, albo jeszcze gorzej.

Miasta w tym okresie rozbudowy po zniszczeniach wojennych, potrzebowały rąk do pracy i przyjmowały każdego mężczyznę, który jako taki nadawał się do pracy. A tej było w bród, zwłaszcza w budownictwie. Tutaj każda para rąk była na wagę złota, odbudowywano nie tylko zniszczone miasta, ale też budowane zupełnie nowe, które wyrastały jak na drożdżach. Stalowa Wola, Gdynia, Nowa Dęba, tam jechali przede wszystkim robotnicy, choć najwięcej takich chłopców przyjmowała Warszawa, która powoli, ale systematycznie podnosiła się ze zgliszcz wojennych.

Wyjeżdżały też dziewczęta, Joasia zazdrościła im, sama chciała koniecznie wyjechać, ale nie mogła opuścić swojej matki. Postanowiła, że owszem, wyjedzie, ale tylko i wyłącznie z matką. Żyła ze świadomością, że prędzej czy później taka chwila nastąpi i dokona tego, co postanowiła sobie dawno, dawno temu...

(CDN...)

"WIEŚNIACZKA" - Tom I (51)

oldakowski2013

Cd...

- No wiesz, później się okaże, że na zabawie jest Janek, Franek, Kazik i ten Józwa, którego nie cierpię.

Joanna wiedziała, że matka zasługuje na kogoś lepszego, niż na kawalerów z wioski, których już nikt nie chce. Przydałby się mamie ktoś nowy, nietutejszy, ale na tyle młody, aby mógł zawrócić jej w głowie. Może Jankowski? "Też coś!" - odrzuciła tę myśl, ale po chwili ponownie do niej powróciła. "A dlaczego by nie?" - zastanowiła się. Jest miły, przystojny, nawet dość młody, chociaż tak naprawdę nie wiedziała ile liczy sobie wiosen, ale czy to ma  znaczenie? Najważniejsze aby coś zaiskrzyło pomiędzy matką a nim. Przecież sam się wprasza na ten bal, ja go nie prosiłam.

- Mamo, troszeczkę wiary w sobie powinnaś mieć i pewności - dodała córka - może faktycznie ktoś się zjawi nowy na balu? Może i do mnie ktoś zawita - rozmarzyła się. - Może oboje znajdziemy kogoś?

Teraz roześmiały się na cały głos. Inne dziewczęta i kobiety podejrzliwie spojrzały na panią Teresę i jej córkę, zastanawiały się co je tak rozśmieszyło.

- Z czego tak się śmiejecie? - spytała Józka Topikowa podchodząc do nich.

- Zastanawiamy się, czy ktoś przyjedzie z miasta. - Odezwała się Joanna.

- Mało wam tamtych draniów? - Józka nawet nie popatrzyła na Kociubów.

- Tamtych nie wspominaj, myślę o porządnych facetach, a zresztą to nie potańcówka tylko wielki bal - znów zaśmiała się Joasia.

(CDN...)

"WIEŚNIACZKA" - Tom I (50)

oldakowski2013

Cd...

Trzy dni zleciały, pora wracać, wszyscy serdecznie się żegnali, wiadomo, spotkają się dopiero w przyszłym roku. Pana Wolańskiego nie było, już na stanie pracownika szkolnego, został zawieszony na czas prowadzonego przeciwko niemu śledztwa w sprawie składania  fałszywych zeznań, a do tego w pewnym sensie przyczyniła się też Joanna Kociuba.

Jednak nie była z siebie zadowolona, nie chciała i prawie nic złego nie mówiła na pana Wolańskiego, to on sam pogrążył się składając fałszywe zeznania w obronie swojego brata, nie skorzystał z tego prawa.

Przygotowania do balu trwały nieprzerwanie, nawet mama Joasi, pani Teresa w każdej wolnej chwili pomagała w przygotowaniach. Nie czyniła tego tylko dla córki, ale również i dla siebie, bo bal był dla wszystkich i właśnie ona wybiera się, aby jeszcze w tym starym roku potańczyć, spotkać się z sąsiadkami, po prostu w dobrym towarzystwie porozmawiać. Miała do tego prawo, załoba po mężu już dawno się skończyła, trzeba żyć od nowa, nie mogła i nie chciała trwać w otępieniu i w odosobieniu.

- Ciekawi mnie czy będą jacyś goście, może ktoś przyjedzie z miasta? - westchnęła pani Teresa.

- Zobaczysz mamo, że tak się stanie, na pewno będą goście z miasta - odparła z uśmiechem Joanna.

- Ty tak zawsze mówisz, a później się okazuje, że na zabawie są wszyscy ci sami starzy znajomi, z którymi...

- Co, z którymi? - córka postanowiła pociągnąć matkę za język, może się wygada co ma na myśli.

(CDN...)

"WIEŚNIACZKA" - Tom I (49)

oldakowski2013

Cd...

- Pani Joasiu, wiem, że to będzie bal dobroczynny, zbieracie fundusze, mogę wiedzieć na co?

- Chcemy wybudować sale i biura dla siebie, to znaczy dla ZMW.

- Co takiego? - Dyrektor aż podniósł się z fotela.

Panna Joasia wystraszyła się, skuliła się, wyglądała mniejsza, przygarbiona, jakby na plecach miała jakiś ciężar.

- Chcemy zrobić przybudówkę do budynku straży, oni już wyrazili na to zgodę - odpowiedziała cicho, nadal patrząc nieufnie na dyrektora. Czekała teraz na jego reakcję.

- Wspaniały pomysł - Joanna wróciła z dalekiej podróży. Słowa dyrektora uspokoiły ją i zarazem dodały otuchy, wiary w siebie. Odetchnęła z ulgą, co nie uszło uwadze dyrektora.

- Mam nadzieję, że zaprosi mnie pani na bal.

- Pan, pan, chce przyjechać na bal?...- Joannie wydało się niedorzeczne stwierdzenie dyrektora. On, taka szycha w szkole i w powiecie, chce być na balu? On to powiedział poważnie? - zastanawiała się.

- Oczywiście panno Joasiu.

- Zaskoczył mnie pan tym stwierdzeniem - przyznała  Joasia. - Nie wiem czy godnie przyjmiemy pana, ta nasza wioska jest tak mała, że będzie pan na ustach wszystkich jej mieszkańców, a także tych, którzy przyjdą na bal. Ale skoro pan chce się dołożyć do naszej budowy, to bardzo serdecznie pana zapraszam.

- Dziękuję, na pewno będę, a teraz proszę iść do klasy, bo zagadaliśmy się, że hej! - uśmiechnął się.

(CDN...)

"WIEŚNIACZKA" - Tom I (48)

oldakowski2013

Cd...

- Otóż - zaczęła nie patrząc na swojego rozmówcę - przypuśćmy, że to ja organizuję zabawę, zbieram dużą kwotę, ż której muszę odliczyć podatek, a później podzielić się z kolegami z OSP. Gdy jednak oni organizują zabawę utarg jest o wiele mniejszy  niż mój przedtem, teraz mają mniej do oddania fiskusowi i mnie, ja na tym tracę. Wolę zarabiać sama swoje pieniądze i cieszyć się tym, co mam. Nie chcę się z nikim dzielić, niech każdy zarabia sam na swoje utrzymanie.

- Ale istnieją spółki - trzymał się swojego toku myślenia dyrektor Jankowski.

- Owszem, są! Ale co ja mam wspólnego z OSP? Oni są strażakami, nie ma żadnego pokrewieństwa pomiędzy nami, nie możemy wspólnie działać jako spółki branżowe. O, z innym kołem ZMW z innej wioski możemy, bo jesteśmy z tej samej branży i wiele nas łączy.

Dyrektor milczał. Coraz bardziej podobała mu się ta siedząca vis a vis niego dziewczyna, łudząco przypominająca jego zmarłą córkę. Porównywał ją do swojej utraconej Gosi, widział bardzo duże podobieństwa, zarówno te dobre, jak i te złe. Niekiedy myślał, że jego córka żyje i powróciła do niego.

Otrząsnął się.

Może pani ma rację? - udawał, że zastanawia się. Wiedział, że ma rację i że go przekonała. Racjonalnie myśli.

Kociuba uśmiechnęła się na te słowa, była z siebie zadowolona.

(CDN...) 

© MOJE ŻYCIE - PAMIĘTNIKI, OPOWIADANIA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci