Menu

MOJE ŻYCIE - PAMIĘTNIKI, OPOWIADANIA

sprawy codziennego dnia,widziane oczami zwykłego człowieka.

"WIEŚNIACZKA" - Tom I (50)

oldakowski2013

Cd...

Trzy dni zleciały, pora wracać, wszyscy serdecznie się żegnali, wiadomo, spotkają się dopiero w przyszłym roku. Pana Wolańskiego nie było, już na stanie pracownika szkolnego, został zawieszony na czas prowadzonego przeciwko niemu śledztwa w sprawie składania  fałszywych zeznań, a do tego w pewnym sensie przyczyniła się też Joanna Kociuba.

Jednak nie była z siebie zadowolona, nie chciała i prawie nic złego nie mówiła na pana Wolańskiego, to on sam pogrążył się składając fałszywe zeznania w obronie swojego brata, nie skorzystał z tego prawa.

Przygotowania do balu trwały nieprzerwanie, nawet mama Joasi, pani Teresa w każdej wolnej chwili pomagała w przygotowaniach. Nie czyniła tego tylko dla córki, ale również i dla siebie, bo bal był dla wszystkich i właśnie ona wybiera się, aby jeszcze w tym starym roku potańczyć, spotkać się z sąsiadkami, po prostu w dobrym towarzystwie porozmawiać. Miała do tego prawo, załoba po mężu już dawno się skończyła, trzeba żyć od nowa, nie mogła i nie chciała trwać w otępieniu i w odosobieniu.

- Ciekawi mnie czy będą jacyś goście, może ktoś przyjedzie z miasta? - westchnęła pani Teresa.

- Zobaczysz mamo, że tak się stanie, na pewno będą goście z miasta - odparła z uśmiechem Joanna.

- Ty tak zawsze mówisz, a później się okazuje, że na zabawie są wszyscy ci sami starzy znajomi, z którymi...

- Co, z którymi? - córka postanowiła pociągnąć matkę za język, może się wygada co ma na myśli.

(CDN...)

"WIEŚNIACZKA" - Tom I (49)

oldakowski2013

Cd...

- Pani Joasiu, wiem, że to będzie bal dobroczynny, zbieracie fundusze, mogę wiedzieć na co?

- Chcemy wybudować sale i biura dla siebie, to znaczy dla ZMW.

- Co takiego? - Dyrektor aż podniósł się z fotela.

Panna Joasia wystraszyła się, skuliła się, wyglądała mniejsza, przygarbiona, jakby na plecach miała jakiś ciężar.

- Chcemy zrobić przybudówkę do budynku straży, oni już wyrazili na to zgodę - odpowiedziała cicho, nadal patrząc nieufnie na dyrektora. Czekała teraz na jego reakcję.

- Wspaniały pomysł - Joanna wróciła z dalekiej podróży. Słowa dyrektora uspokoiły ją i zarazem dodały otuchy, wiary w siebie. Odetchnęła z ulgą, co nie uszło uwadze dyrektora.

- Mam nadzieję, że zaprosi mnie pani na bal.

- Pan, pan, chce przyjechać na bal?...- Joannie wydało się niedorzeczne stwierdzenie dyrektora. On, taka szycha w szkole i w powiecie, chce być na balu? On to powiedział poważnie? - zastanawiała się.

- Oczywiście panno Joasiu.

- Zaskoczył mnie pan tym stwierdzeniem - przyznała  Joasia. - Nie wiem czy godnie przyjmiemy pana, ta nasza wioska jest tak mała, że będzie pan na ustach wszystkich jej mieszkańców, a także tych, którzy przyjdą na bal. Ale skoro pan chce się dołożyć do naszej budowy, to bardzo serdecznie pana zapraszam.

- Dziękuję, na pewno będę, a teraz proszę iść do klasy, bo zagadaliśmy się, że hej! - uśmiechnął się.

(CDN...)

"WIEŚNIACZKA" - Tom I (48)

oldakowski2013

Cd...

- Otóż - zaczęła nie patrząc na swojego rozmówcę - przypuśćmy, że to ja organizuję zabawę, zbieram dużą kwotę, ż której muszę odliczyć podatek, a później podzielić się z kolegami z OSP. Gdy jednak oni organizują zabawę utarg jest o wiele mniejszy  niż mój przedtem, teraz mają mniej do oddania fiskusowi i mnie, ja na tym tracę. Wolę zarabiać sama swoje pieniądze i cieszyć się tym, co mam. Nie chcę się z nikim dzielić, niech każdy zarabia sam na swoje utrzymanie.

- Ale istnieją spółki - trzymał się swojego toku myślenia dyrektor Jankowski.

- Owszem, są! Ale co ja mam wspólnego z OSP? Oni są strażakami, nie ma żadnego pokrewieństwa pomiędzy nami, nie możemy wspólnie działać jako spółki branżowe. O, z innym kołem ZMW z innej wioski możemy, bo jesteśmy z tej samej branży i wiele nas łączy.

Dyrektor milczał. Coraz bardziej podobała mu się ta siedząca vis a vis niego dziewczyna, łudząco przypominająca jego zmarłą córkę. Porównywał ją do swojej utraconej Gosi, widział bardzo duże podobieństwa, zarówno te dobre, jak i te złe. Niekiedy myślał, że jego córka żyje i powróciła do niego.

Otrząsnął się.

Może pani ma rację? - udawał, że zastanawia się. Wiedział, że ma rację i że go przekonała. Racjonalnie myśli.

Kociuba uśmiechnęła się na te słowa, była z siebie zadowolona.

(CDN...) 

"WIEŚNIACZKA" - Tom I (47)

oldakowski2013

Cd...

Pan dyrektor Ireneusz Jankowski serdecznie przywitał Joasię, zaprosił ją do swojego gabinetu, czym spowodował zazdrość wśród uczniów i uczennic.

- Jak tam leci praca w kole ZMW? - spytał usadawiając ją na krześle.

- Dobrze, panie dyrektorze, ale teraz przed nami wiele pracy, święta idą...

- Tak, wiem. Słyszałem, że organizujecie świąteczny bal, ale macie nie najlepsze relacje ze strażakami. Co się dzieje?

Skąd on się o tym dowiedział, kto mu doniósł? - zastanawiała się. Owszem, ma kłopoty ze strażą, ale ma nadzieję, że wszystko załatwi polubownie ze swoimi kolegami z branży strażackiej.

- Wie pan - zaczęła cicho - oni by chcieli wszystko robić wspólnie, wspólnie się dzielić, wspólnie organizować, a ja tego nie chcę.

- Ależ dlaczego pani Joasiu? Wspólna organizacja, to niższe koszty, mniej pracy, bo część zrobiliby strażacy, a tak?

- To nie tak panie dyrektorze, ja inaczej to sobie poukładałam.

Jankowski uśmiechnął się pod nosem. "Proszę, ona sobie inaczej to poukładała" - pomyślał wygodnie rozsiadając się w swym dyrektorskim fotelu. Zamienił się cały w słuch, ciekawiło go, co też takiego wymyśliła pani Joasia.

(CDN...)

"WIEŚNIACZKA" - Tom I (46)

oldakowski2013

Cd...

(...) Na drugi raz pani Basiu, proszę sama załatwiać takie sprawy.

-Tak jest panie przewodniczący - skruchą przyznała się  do swojej porażki sekretarka.

- To my będziemy mieć telefon? - radośnie spytała Józka Joasię.

- Oczywiście!

Dziewczęta nie posiadały się z radości i dumy. Będą miały telefon, pierwszy telefon w wiosce. O, rany! Co to będzie. Straż Pożarna jeszcze nie ma, a one będą miały. Cała wioska będzie do nich przychodzić aby zadzwonić do znajomych, z pewnością wielu zapisze się do koła, które właśnie tworzą i zakładają. A z pewnością i mama się ucieszy - pomyślała Kociuba - a i do szkoły będę mogła zadzwonić. Była naprawdę szczęśliwa, odniosła pierwszy większy sukces życiowy i wiedziała, że nie ostatni. Józka i Krystyna z szacunkiem spojrzały na Joasię, uznały ją za swoją przewodniczącą i swoją szefową.

Kiedy wróciły do domu, matka Joasi była bardzo zadowolona, serdecznie uściskała córkę, wiedziała, że ten mały, ale jakżeż ważny sukces w życiu Joanny tylko ją podbuduje, doda otuchy i pewności siebie. Wiedziała, że Joanna nie roztrwoni tego małego sukcesu na drobne.

Mijały kolejne dni, zbliżała się świąteczna, półroczna sesja w szkole. Joasia pilnie przygotowywała się do egzaminów, chciała koniecznie wypaść dobrze i przybliżyć swój sukces przejściem do trzeciej, ostatniej klasy. Nie zapomniała o tym, że w tym systemie, w każdym roku szkolnym przerabia dwie klasy. Było to dla niej duże obciążenie, zresztą nie tylko dla niej, ale i dla pozostałych uczniów również, z których wielu rezygnowało z nauki. Nie dawali rady, taki system był za ciężki dla nich.

(CDN...)

© MOJE ŻYCIE - PAMIĘTNIKI, OPOWIADANIA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci