Menu

MOJE ŻYCIE - PAMIĘTNIKI, OPOWIADANIA

sprawy codziennego dnia,widziane oczami zwykłego człowieka.

"ZNIEWOLONE" - Tom II (6)

oldakowski2013

Cd...

- Widzicie, ja już mam swoją firmę, nie mogę wszystkiego rzucić i przejść do was i zaczynać wszystko od nowa, od początku. Nie mogę...

- Szkoda!! - głos  Marty był ledwo słyszalny - szkoda...

- Ale jest wyjście...

- Jakie? - wykrzyknęła Marta, znów wszystkie oczy skierowały się na Kulczycką. Iskierka nadziei, znów zaświtała w każdej, czekały na słowa Zosi.

- Pomogę wam, powiem i pokażę co i jak zrobić, ale nie mogę wam przewodniczyć, szefową musicie wybrać między sobą, musicie podzielić się rolami i obowiązkami. Gdy to uczynicie, gdy każda będzie wiedziała co ma robić na swoim odcinku pracy, powinniście wyjść na prostą, dobrą drogę.

- Ale będziesz nas kontrolowała? Będziesz nam pomagać? - te słowa Marty były chyba zbyteczne, tak wydawało się pozostałej dwójce dziewcząt. No, ale pałdy i trzeba je przyjąć do wiadomości.

Mijały godziny, a one jeszcze dyskutowały, jeszcze zapisywały słowa Kulczyckiej, robiły szkice, wertowały dokumenty. Rozeszły się póżnym wieczorem, gdy w okna zajrzała pogodna noc.

- Jutro, Krysiu, przywież Renię i jej rzeczy - rzuciła Marta na odchodne dziewczętom. Uzgodniły, że Renia zamieszka u Marty, bo ta ma większe mieszkanie i tutaj donosi ciążę. Marta zawsze jest w domu, do warsztatu wpada tylko w wyjątkowych chwilach, ale niebawem to wszystko się zmieni. Renia przebywając i czekając na rozwiązanie, będzie pod znakomitą opieką, nie powinna martwić się o siebie i swoje nie narodzone, jeszcze dziecko.

                                                     X                                       X                                     X

Marta już od rana krzątała się po kuchni, nie mogła spać, ciężką miała noc, co chwilę budziły ją koszmarne sny. Przerażona wstawała i zaglądała do pokoju, gdzie smacznie spała sobie Renia. Przeprowadziła się już do niej, obie teraz gospodarzyły i nawet były z tego zadowolone. Jakoś pomału, tak z własnej nieprzymuszonej woli, tolerowały się wzajemnie, nie wchodziły sobie w drogę, po prostu żyły lepiej niż niejedna synowa ze swoją teściową.

Po raz kolejny stanęła w progu pokoju, gdzie spała Renia, stała i wzrokiem miłości i czułości, spoglądała na koleżankę. Pragnęła być przy niej, lub w jej okolicy, bała wracać się do swojego pokoju, te koszmarne sny jakie nawiedzają ją dzisiejszej nocy, budzą w niej lęk i bojażń. Ni stąd ni zowąd śni się, jej Tomasz. Odganiała te myśli o siebie, ale one wracały jak bumerang z powrotem i nie dawały jej spokoju. Gnębiły ją,straszyły, a ona tylko pytała w myślach, co chce od niej. Uwolniła się od niego, ale jak widać nie na zawsze, a przecież była i jest tego pewna, że pochowała go na wieczność na miejscowym cmentarzu. Czyżby, tego co grzebała, nie był Tomaszem? Sama już nie wiedziała, dlaczego takie myśli przychodzą do jej skołowanej głowy. Te koszmary były bardzo męczące, nie wiedziała jak się ich pozbyć, co zrobić, co uczynić, aby ten który gnębił ją za życia, dał jej  teraz spokój. Modliła się za jego grzeszną duszyczkę, ale jak się przekonała, jej modlitwy nie wystarczały, aby pozbyć się tego demona.  (CDN)...              

"ZNIEWOLONE" - Tom II (5)

oldakowski2013

Cd...

- A wy dziewczyny, co o tym myślicie? - Biedrzycka zwróciła się do Marty i Renaty. Zaskoczone dziewczyny milczały.

- No śmiało - zachęciła je.

- Krysia ma rację, ja bym go wyrzuciła, bo w każdej chwili może ciebie obgadać, a wiesz, jak to by wpłynęło na twoją reputację jako szefową zakładu. - Marta odważyła się jako pierwsza zabrać głos w tej sprawie. Niepewnie spojrzała na Zosię. Ta jednak nie zwróciła na nią uwagi, podeszła do Renaty.

- A ty co myślisz na ten temat? 

Wilecka niespokojnie poruszyła się na kanapie, wyglądała na speszoną, przestraszoną, tak jakby nie chciała mieszać się do tej sprawy. Wmieszała się jednak.

- Wiesz - zawiesiła głos, spojrzała na Biedrzycką - na twoim miejscu nic bym mu nie mówiła.

- A to dlaczego? - Zosia usiadła obok niej.

- Zosiu, gdy go wyrzucisz z pracy, on w złości i upokorzeniu, będzie mówił na ciebie różne rzeczy. Prawdziwe, czy nie prawdziwe, ale będzie mówił. Będzie rozczarowany, rozzłoszczony, bo tak naprawę nie będzie wiedział za co ty go zwalniasz.

- Więc, co mi radzisz?

- Zatrzymaj go, ale szykuj na niego haki, pilnuj go w pracy, zwracaj mu uwagę przy pracownikach, ale grzecznie i spokojnie. Niech odczuje twoją władzę, bo przypuszczam, że przez ten związek z tobą, czuje się tam bardzo pewny.

- Trafiłaś w samo sedno! - Wykrzyknęła Kulczycka - masz zupełną rację. Że też ja zapomniałam o tym. Rany Boskie, a to takie proste i powiem wam, że bardzo uczciwe. 

Weselej zrobiło się w pokoju, dziewczyny zgodnie przyznały rację Renacie, już omawiały i przestawiały Zosi dalszy ciąg tej sprawy.

- Czekajcie, czekajcie - ocknęła się Zosia - przecież zaprosiłyście mnie tutaj w jakiejś sprawie. Co to za sprawa? Która mi o tym powie?

Wszystkie oczy skierowały się na Martę Sochacką. Przyszła kolej, aby przedstawiła swój plan Kulczyckiej, bo od niej teraz będzie wiele zależeć. Wszystkie były zainteresowane tym planem, wszak i one mogły odnieść z tego korzyści, mogły zaciągnąć się do pracy w nowo powstałej spółce. Gra była wiele wart, one to wiedziały. Teraz cały ciężar rozmowy spadł na Martę, ona musiała przekonać Zosię do swojego planu, to od niej, od Kulczyckiej, zależało bardzo wiele, zarówno dla niej, jak i pozostałych dziewcząt. Kulczycka jak przystało na szefową dużej firmy, w skupieniu słuchała wywodu Marty, a gdy ta skończyła, popadła w zadumę.

Nikt nie przerywał ciszy jaka zaległa w pokoju. Dziewczęta ukradkiem spoglądały na pannę Zosię, one zapaliły się do projektu Marty, gotowe były porzucić swoje dotychczasowe zakłady pracy, aby otworzyć swój własny interes. Pociągało je to wyzwanie, chciały stawić czoło wyzwaniu, jakie gotowało im życie.

- Muszę wam powiedzieć, że podoba mi się wasz projekt, tylko nie wiem co ja mam z nim wspólnego - oezwała się po dłuższej chwili milczenia.

- Będziesz naszym prezesem! - wypaliła prosto z mostu Marta.

- To nie takie proste...

Znów miny pozostałych dziewcząt wyrażały wielkie zaniepokojenie. Czyżby wszystko miało spalić na panewce? Dopuszczą do tego? 

(CDN...)  

"ZNIEWOLONE" - Tom II (4)

oldakowski2013

Cd...

Zapanowała cisza w pokoju, Zosia umilkła, wszystkie oczy skierowały się na siedzącą przy stole Biedrzycką. Była blada, usta miała zaciśnięte tak mocno, że lada chwila mogły trysnąć z nich strużki krwi.

- Kto to powiedział? - usłyszały tylko cichy jej szept.

- Mój kochanek, a do niedawna twój życiowy partner.

- Który to powiedział i dlaczego?

- Tak dużo ich miałaś, że nie wiesz kto to mógł powiedzieć?

- Ten cholerny, Jurek - wykrzyknęła zrywając się z krzesła - już ja mu pokażę. Jutro jadę do ciebie, ja mu dam kłodę - sapała z wściekłości.

Nikt nie próbował jej uspokajać, koleżanki wlepiły w nią wzrok i wodziły za nią wzrokiem, podczas gdy ta przemierzała pokój tam i z powrotem. Była cisza, teraz one zdały sobie sprawę, że i one mogą być różnie oceniane przez swoich byłych, lub obecnych facetów. Krystyna przestała chodzić po pokoju, podeszła do Zosi i stanęła prawie, że na baczność przed nią. Ta podniosła powoli wzrok, czekała. Nie wiedziała co uczyni Krystyna, uderzy ją, skrzyczy, może plunie w twarz.

- Zosiu - nic się takiego nie wydarzyło, nie było żadnej wojny, żadnego trzęsienia ziemi, nadal było cicho, spokojnie. I tylko ten głos Biedrzyckiej docierał do ich uszu - a czy ty wiesz, co o tobie powiedział? Przecież byliście kochankami, czyż nie tak? Nie zaprzeczysz tego, nie wmówisz nam, że tak nie było.

- Ależ, ja nawet nie próbuję temu zaprzeczać, sama wiesz, że odtrąciłam go, gdy dowiedziałam się o tobie.

- Tak... Wiem o tym. Dzisiaj mnie oczernił, jutro oczerni ciebie i inne kobiety, które miał. Pozwolisz na to?

Znów zapanowała cisza, Krystyna nadal stała naprzeciw swojej koleżanki, nie ruszała się z miejsca, czekała na jej opowiedz. Pozostałe dziewczyny również siedziały nieporuszone na swoich miejscach, wzrok ich wędrował, to na jedną, to na drugą. Nie odzywały się . Czekały.

- A ty? - Zosia odpowiedziała jej pytaniem.

- Ja mu nie odpuszczę, a ty rób, co uważasz.

- A co ja takiego mam z nim zrobić? Wyrzucić go z pracy?

- Ty wiesz, że to niezła myśl, ale czy będzie cię na to stać? Jeszcze czujesz do niego słabość, wprawdzie kontrolujesz się, ale kto to wie, czy w razie czego nie wrócisz o niego.

- Krystyno! To niemożliwe!    (CDN...) 

"ZNIEWOLONE" - Tom II (3)

oldakowski2013

Cd...

- Dlaczego nic nie powiedziałaś? - Marta nie mogąc doczekać się końca rozmowy Krystyny, zwróciła się ponownie do Renaty.

- Nie mogłam, nie miałam śmiałości, byłaś po pogrzebie, nie chciałam zawracać ci głowę. Zresztą trudno było się skontaktować z tobą.

No tak. Tak faktycznie było, Marcie szkoda zrobiło się Wileckiej, taka młoda, a już tyle problemów na jej głowie. Nie ma nikogo, kto by jej pomógł, wzięła wszystko na swoje barki i sama chce rozwiązać te trudne problemy. Czy da radę, czy udżwignie ten ciężar?

- No, co tam  macie za problem? - Krystyna podeszła do niech. - Zosia zaraz będzie. Nawet ucieszyła się z tego zaproszenia.

- Chodzi o mieszkanie. Dostałam wypowiedzenie od właściciela i do końca miesiąca mam się wyprowadzić...

- Dlaczego nic nie mówiłaś? - Krystyna była oburzona - jak tak mogłaś postępować z nami. Co? Zamieszkasz u mnie, wiesz, że sama mieszkam. Nie ma problemu. A dlaczego on ci dał wypowiedzenie Przecież jesteś w okresie ochronnym, powinien znależć ci nowe lokum.

- Wiesz, stało się to tak nagle - jąkała się Renia - byłam w szoku i poszłam z nim na ugodę.

- No tak!! - Krystyna westchnęła i machnąwszy ręką usiadła obok niej na kanapie.

- Co ci obiecał?

Renata milczała. Patrzyła raz na Martę, raz na Krystynę. Obie siedziały obok niej. Poczuła się nagle jak osaczona zwierzyna przez myśliwego, nie miała żadnego pola do manewru.

- No, nie wziął pieniędzy za jeden miesiąc - w końcu wyszeptała cicho. Marta i Krysia milczały. Po chwili Krysia wstała z kanapy i zaczęła chodzić po pokoju.

- No trudno. Stało się. Przez dwa dni spakujesz się, a póżniej przewiozę ciebie do mnie.

- Zaraz, zaczekajcie - do rozmowy włączyła się  Marta. Nie dokończyła jednak swojej myśli, nie powiedziała tego co chciała im przekazać, bo rozległ się dzwonek przy drzwiach wejściowych.

- Chyba Zosia przyszła - w kierunku wyjścia ruszyła Krystyna. Po chwili, Zosia witała się Renią i Martą.

- Co się stało, że ściągnęłyście mnie tutaj. Pali się? - spytała zadowolona z uśmiechem na twarzy. - Ognia nie widać, więc nic grożnego się nie dzieje. Widzę, że wam się nudzi i na pogaduszki mnie tutaj ściągnęłaś Krysiu. Może być, porozmawiam z wami, a mam wam dużo ciekawych do opowiedzenia.

- Co takiego? - wszystkie skupiły się wokół niej - mów, mów.

- Chwileczkę, nie tak szybko, a gdzie kawa? No, Marta, ruszaj do kuchni, ale prędko - znów roześmiała się. W pokoju napięta dotychczas atmosfera zniknęla, słychać było tylko śmiech i gaworzenie Kulczyckiej.

- Naprawdę macie coś ciekawego dla mnie? Dobrze, ale najpierw coś wam ciekawego powiem. Krysiu, z pewnością nie będziesz zadowolona, ale nie obwiniaj mnie za to. Ja tego nie powiedziałam, ja tylko usłyszałam.

- Co takiego? - spytała zaciekawiona Krysia.

- Nie będziesz miała mi tego za złe? Może nie mówić tego, ale wiedz, że to usłyszałam niedawno.

 - Mów wreszcie, nie trzymaj mnie w niepewności, bo z ciekawości nie tylko ja umieram, ale i moje przyjaciółki. Ciekawi mnie kto obsmarował mnie tym razem.

- Przyszła do mnie moja koleżanka z pracy - zaczęła w końcu siadając wygodnie na kanapie. Czyzby zanosiło się na dłuższe opowiadanie? - Główna księgowa i powiedziała co usłyszała od jednego faceta na temat naszej tu obecnej Krysi. Otóż, nie najlepszą masz opinię moja droga - spojrzała smutno na koleżankę - jesteś łatwą dziewczyną, której wystrczy powiedzieć parę komplementów, aby zaciągnąć cię do łóżka. A w łóżku jesteś jak kłoda!   (CDN...)

"ZNIEWOLONE" - Tom II (2)

oldakowski2013

Cd... Dłoń zacisnęła się kurczowo na słuchawce.

- Dobrze, Marto. Za parę minut będę u ciebie. Potrzebujesz czegoś? Aha, zapomniałabym o tym, przyjadę póżniej, bo muszę odwieżć Renatę do domu. Wiesz, że w jej stanie ciężko już jej chodzić.

- Nie, nic nie potrzebuje, a co do Renaty, to możesz ją przywieżć do mnie, tak dawno jej nie widziałam...

Tak, to prawda, jej też nie widziała, zresztą nie tylko jej, bo nie widziała również i Zosi Kulczyckiej. Bardzo oddaliła się od swoich przyjaciółek, zdawała sobie z tego sprawę i właśnie od dzisiaj, od tej chwili stara się naprawić to, co zepsuła ponad miesiąc temu. Po kilkunastu minutach, Krystyna i "brzuchata" Renia, wpadły jak burza do jej mieszkania. Przyglądały się bardzo uważnie Marcie, były zaskoczone tym nieoczekiwanym zaproszeniem. Usiadły, Renia, ze względu na swój "błogosławiony" stan, rozgościła się wygodnie na kanapie. Marta kręciła się w kuchni przygotowując poczęstunek dla przybyłych gości.

- Co się stało, że zaprosiłaś nas do siebie - spytała Krystyna, kiedy stół został zastawiony smakołykami, a one same siedziały wygodnie przy nim. Marta popatrzyła na nie błagającym wzrokiem, przynajmniej tak odczula to Biedrzycka spoglądając na koleżankę. Miała odczucie, że Marta chce prosić je o pomoc, ale jaką? Tego nie wiedziała.

- Mam dość siedzenia w domu, pora zacząć coś robić - Marta uśmiechnęła się blado - czas zakończyć żałobę!

- Wreszcie rozsądna decyzja - Krystyna była zadowolona ze słów i postanowienia Marty. Podobała jej się zmiana koleżanki, jaka zaczęla przebiegać w jej organiżmie i zapewne w jej otoczeniu. - Co zamierzasz konkretnego zrobić?

Sochacka przez chwilę milczała. Spoglądała raz na Renatę, raz na Krystynę, zastanawiała się nad słowami, jakich ma użyć, aby odpowiedzieć na pytanie Krystyny. Starała się mówić spokojnie i rzeczowo, ale czy to się jej udało?

- Chcę założyć spółkę, ale potrzebna mi wasza pomoc, a przede wszystkim pomoc Zosi, ona najlepiej się na tym zna.

- Może powiesz coś jaśniej? Co to za spółka? - zaciekawiła się Biedrzycka.

- Chcę połączyć mój warsztat z zakładem Zosi i zatrudnić was w tym nowym, połączonym zakładzie. Pomagałyście mi zarządzać moim warsztatem, ale teraz chcę was po prostu zatrudnić.

W pokoju zaległa cisza. Dziewczyny patrzyły jedna na drugą, ale żadna nie decydowała się na zabranie głosu. Nawet Biedrzycka, choć zawsze miała najwięcej do powiedzenia. "Czyżby jej to nie odpowiadało"? - pomyślała Marta. Przecież nie chcę jej oszukać, Broń Boże, wszystko będzie jasne i klarowne.

Cisza przedłużała się.

- No jak, dziewczyny - nie wytrzymała Marta - zgadzacie się na to?

- Wiesz... - odezwała się wreszcie Krystyna - lepiej będzie jak zadzwonię po Zosię, może wpadnie do nas. Ona zna się na tym interesie, bo ja, sama wiesz, że nie znam się na tym. A ty Reniu? - zwróciła się do Wileckiej.

- Och, mnie zostawcie w spokoju, nie mam głowy teraz do interesów, myślę zupełnie o czymś innym.

- Masz jakis problem? - Marta usiadła obok niej na kanapie. Podała jej talerzyk z ciastem.

- Mam i to duży. Dostałam wypowiedzenie i do końca miesiąca opuścić mieszkanie. Gdzie ja się podzieję? Wprawdzie to jeszcze dwa tygodnie, ale sama widzisz, że nie mogę chodzić.

Marta wstała z kanapy i usiadła przy Krystynie, która w tym momencie rozmawiala z Zofią. Nie przerywała jej, ani też nie słuchała. Patrzyła na zatroskaną Renatę.    (CDN...)

© MOJE ŻYCIE - PAMIĘTNIKI, OPOWIADANIA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci