Menu

MOJE ŻYCIE - PAMIĘTNIKI, OPOWIADANIA

sprawy codziennego dnia,widziane oczami zwykłego człowieka.

"NADAJĘ Z MAZUR" - (01) 22.06.2018. Piątek.

oldakowski2013

Okolice Białej Piskiej.

Mówiłem, mówiłem i oto jestem na Mazurach, a dokładnie w tej samej miejscowości co zawsze, czyli w Rogalach Wielkich. Na moje ranczo przyjechałem trzy dni temu, ale miałem kłopoty z internetem, dzisiaj jakoś ni stąd ni zowąd komputer zaskoczył, pytanie tylko na jak długo. Zobaczymy.

 

Do wczoraj było bardzo ciepło i bardzo sucho, w nocy jednak trochę popadało, ale za mało. To jest kropla w morzu, ale zobaczymy co dalej z tą pogodą będzie. Na dworze ochłodziło się i to znacznie. Szkoda mi było tych dzieci w samych letnich bluzeczkach gdy szły do szkolnego autobusu, by po raz ostatni pojechać do szkoły, po świadectwa. DZISIAJ KONIEC ROKU, a to maluchy mają szczęście, laba zaczęła się na całego i przywitała ich niestety, ale zimnym porankiem. Cóż to jednak jest dla dzieci, najważniejsze, że zeszyty i książki poszły w kąt, teraz zabawa, laba i wyjazdy na wakacje. Ile dzieci pojedzie z mojej wioski na odpoczynek? Nie wiem, jakoś ich dzisiaj do tego szkolnego autobusu mało szło.

 

Przez pierwsze dwa dni żona pracowała w ogródku, narobiła się, przez okres dwóch tygodni, kiedy jej nie było, a raczej nas nie było, troszeczkę zarósł chwastami. Powoli jednak żona przywraca mu ładny wygląd, a ja już zbieram w nim pierwsze plony. Smakują niesamowicie, co swoja uprawa, to swoja. Jeszcze jedną rzeczą muszę się pochwalić przed wami. Mam już dwa króliki, oba czarne jak smoła, ino ślepka im się świecą, jeszcze nigdy takich nie hodowałem. Dzisiaj pogoda jak wspomniałem nie najlepsza, pochmurno, chłodno, dość silny wiaterek. Nie marudźmy, przecież jeszcze nie ma lata!  (t.m.i.)

Przepraszam za czcionkę, widać, że długo nie miałem w ręku komputera. Następne wpisy będą już normalną czcionką.

"NIEDOKOŃCZONA BAJKA" - (12)

oldakowski2013

Cd...

Przerósł go, a jego bracia Siergiej i Wania nie dorastają mu nawet do pięt, jak to powszechnie się mówi. Nieoczekiwanie wziął syna do siebie i przytulił do swojej piersi. Borys był bardzo zaskoczony tym gestem swojego ojca. Niby taki groźny, każdego by wieszał, a tu proszę, jaki ojcowski gest wyzwolił się z jego organizmu. Szkoda, że nikt tego nie widzi.

- Będziesz synu pierwszym, który popłynie na podbój tego kraju, gdy minister wróci z wyprawy. - Car był zadowolony z wiadomości jaką otrzymał.

- Dlaczego ojcze chcesz podbijać ten kraj? Co on ci zrobił, czy jego ludzie zrobili ci jakąś krzywdę lub szkodę?

- No, nie!

- Więc...

- Trzeba ich podporządkować sobie i zdobyć ich skarby, oni mają służyć nam. Taka jest moja wola. Zaraz wydam rozkazy, aby już wojsko przygotowywało się do wyprawy

- A jak oni okażą się silniejsi? - Borys nadal nękał cara swoimi pytaniami.

Na moment car zawahał się. Stanął przy oknie zamyślony, wpatrywał się w wielkie niebieskie morze. Nerwowym ruchem pocierał zarośnięta brodę. Był skupiony. Borys nie przerywał ciszy jaka zapanowała w komnacie, wiedział, że w takich chwilach nie można ojcu zakłócać ciszy, a tym samym toku myślenia. Czekał więc, aż car odezwie się pierwszy.

- A nie możesz odesłać tego gołębia z powrotem na statek? - odezwał się car po dłuższej chwili milczenia. Nadal był bardzo skupiony, co widać było na jego twarzy, która pokryta była licznymi zmarszczkami, które powstają przy intensywnym myśleniu.

- Niestety nie, ojcze! - cicho odpowiedział syn.

- Szkoda!

(CDN...)

"NIEDOKOŃCZONA BAJKA" - (11)

oldakowski2013

Cd...

- W samej rzeczy ojcze. Mój przyjaciel zamustrował się na tym statku jako marynarz i wziął ze sobą swoich przyjaciół...

- Będzie wisiał - przerwał mu car-ojciec. - To wbrew prawu.

- Nieprawda! - oburzył się sześciolatek - jego przyjaciele to gołębie i trzymanie ich nawet na statku, nie jest naruszeniem prawa.

- Synu - car nie mógł wyjść z podziwu jego wiedzy - nie wierzę własnym uszom, skąd ty to wszystko znasz, skąd o tym wiesz.

- Mam wspaniałą nauczycielkę!

- Nauczycielkę? - zdziwił się ojciec - zdradzisz mi kto to jest?

- Oczywiście! To żadna tajemnica, jest nią moja matka chrzestna. 

- Matka chrzestna? - car był zakłopotany. Syn z przerażeniem na niego popatrzył. Dziwił się mały Borys, że car jest taki zdziwiony, przecież to nic zdrożnego, że uczy go matka chrzestna, którą to wybrał sam car. Nie mógł pojąć zdziwienia ojca. - Synu, przecież ona jest wróżką!

- Czy to coś złego? Sam przecież wybrałeś ją na matkę chrzestną. masz co do tego wyrzuty?

- Nie, nie, ale czego ona właściwie cię uczy?

- Tego wszystkiego, o czym teraz rozmawiamy.

Nic z tego car nie rozumiał, ale nie chciał synowi dać poznać o tym. Musiał więc zgodzić się ze stwierdzeniem syna.

- Dobrze, co było dalej? - car nie chciał wałkować dalej tego tematu.

- Wczoraj przyleciał do mnie gołąb z wiadomością od mojego przyjaciela. Minęli właśnie jedną wyspę, ale okazała się ona nie zamieszkałą. Teraz przed sobą mają duży ląd, będą tam za dwa, trzy dni. Myślę, że to jest ten ląd, który znajduje się za wielkim morzem.

- Niesamowite! - car nie mógł wyjść z podziwu, jaki to jego  syn jest mądry.

(CDN...)

"NIEDOKOŃCZONA BAJKA" - (10)

oldakowski2013

Cd...

Cierpiał więc niesamowicie. Do gabinetu wszedł jego najmłodszy syn Borys. Nie ucieszył się widokiem zatroskanej miny cara.

- Ojcze, powiedz, co cię tak smuci i gnębi, że masz taki zły humor i nienajlepszy wygląd.

- Aaaa - przeciągnął sylabę widząc najmłodszego syna. - Dobrze, że jesteś. Widzisz, ten łobuz, ten nicpoń minister, wypłynął już cztery tygodnie temu i nie daje o sobie znać. Chyba go powieszę! - stwierdził na koniec.

- Ojcze, a jak ma ci dać znać, skoro jest na morzu.

- Nie wiem! On jako minister powinien wiedzieć, nie ja.

Mały Borys zaśmiał się głośno, czym jeszcze bardziej rozzłościł cara.

- Dlaczego się śmiejesz? - spytał ostrym tonem.

- Bo ja wiem gdzie jest i co robi - znów na ustach Borysa zawitał radosny uśmiech.

- Naprawdę? Wiesz, gdzie jest i co robi? - przyklęknął przed nim i swoimi dłońmi przytrzymał go, aby był bliżej niego - powiedz synu co wiesz.

- Carze Konstantynie, zauważyłem, że po raz pierwszy powiedział pan do mnie synu.

- A tam mi się wyrwało, ale jesteś moim synem. Teraz powiedz mi proszę, co wiesz i skąd wiesz o ministrze.

Chłopiec uwolnił się z objęć ojca i odszedł na bezpieczną odległość. Ojciec, ojcem, ale jego drugie wcielenie w cara, może wyrządzić krzywdę, trzeba uważać.

- Ojcze, twój minister jest tak nieudolny, że nie powinien być na tym stanowisku. On ci tylko wstyd przynosi i to poza granicami naszego kraju. na statku, który wypłynął cztery tygodnie temu jest mój przyjaciel, ze swoimi przyjaciółmi.

- Czekaj, czekaj, bo nie rozumiem. Twój przyjaciel jest ze swoimi przyjaciółmi, a oni są jak mniemam twoimi przyjaciółmi. Czy tak?

(CDN....)

"NIEDOKOŃCZONA BAJKA" - (09)

oldakowski2013

Cd...

- To ty mnie się pytasz skąd masz wiedzieć? - huknął na niego grubym głosem. - Ty się mnie pytasz?

- Tak Jaśnie Panie. Pytam się bo ja sam nie wiem - odpowiedział tchórzliwie.

Car odszedł od niego parę kroków, nadal patrzył gniewnie.

- Daję ci tydzień na przygotowanie wyprawy. Za tydzień masz wyruszyć i dowiedzieć się, co jest tam za tą wielką wodą.

Przestraszony minister ze strachu aż przeżegnał się. Nogi ugięły się pod nim.

- Ja mam tam płynąć? - wymamrotał niewyraźnie.

- Tak! Za tydzień.

- Ale Jaśnie Panie, ja nigdy nie byłem na statku, ja się boję.

Car ponownie podszedł do okna, ale tego po drugiej stronie komnaty. Ręką przywołał do siebie ministra.

- Widzisz to wysokie drzewo? Miał na nim zawisnąć mój lokaj, gdyby cię nie znalazł, ale znalazł i ten konar jest wolny. Chcesz dyndać na tym konarze? - wykrzyknął rozzłoszczony władca.

- Nie, Jaśnie Panie. Już idę rozpocząć przygotowania. Za tydzień, za tydzień - powtarzał przestraszony minister cofając się w kierunku drzwi. Za chwilę w komnacie prócz cara, nie było nikogo.

Zaległa nieznośna cisza.

Mijały dni, tygodnie. Car zaczął się niecierpliwić brakiem wieści od ministra Jaśmikowicza, który wypłynął jakiś czas temu na pełne morze i nie ma od niego żadnej wiadomości. Chodził niepocieszony po komnacie, często wyglądał przez okno, ale nie zobaczył płynącego statku. Lokaj unikał go jak ognia, wiedział, że gdy nawinie się carowi, ten rozzłoszczony brakiem wiadomości od ministra, może chcieć go posłać by sprawdził wytrzymałość tego konara, który tak spodobał się carowi, a który służył do wieszania takich jak on. Wielokrotnie rozważał ścięcie tego drzewa, ale jak na złość, car nie opuszczał swojej posiadłości.

(CDN...)

© MOJE ŻYCIE - PAMIĘTNIKI, OPOWIADANIA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci